Zoja Skubis, jako najmłodsza Polka, stanęła na szczycie Mount Everest – najwyższej góry świata

Spis treści

zoja skubis zdobyla mount everest
(18.05.2025 r. Zoja Skubis stanęła na szczycie Mount Everest i tym samym zapisała się w historii, jako najmłodsza polka, która zdobyła najwyższą górę świata)

Karol Hennig

Zoja, na początek – ogromne gratulacje! Zdobycie Mount Everest to nie tylko fizyczne wyzwanie, ale też psychiczna i organizacyjna batalia. Ale powiedz szczerze – ilu Szerpów Cię wyniosło na szczyt? Dwóch na barkach, czy czterech na zmianę na rękach? 😉

A teraz już poważnie. Często w mediach i komentarzach można usłyszeć, że “jak masz pieniądze, to cię wniosą”. Ty, co podkreślasz w swoich social mediach, sama zarobiłaś na wyprawę i przeszłaś długi, wymagający proces przygotowań z naszą trenerką Emilią Włodkowską. Jak wyglądał ten wysiłek z Twojej perspektywy?

Zoja Skubis

To co bardzo lubię w treningach, które mają przygotować mnie pod górskie wyprawy, to fakt, że te treningi są zawsze bardzo zróżnicowane, czyli to nie jest tak, że codziennie muszę jeździć w góry (co oczywiście byłoby najfajniejszą opcją) albo codziennie zjawiać się na siłowni.

W zależności od możliwości, warunków, pogody, ilości czasu, to są albo treningi siłowe, bieganie, coś kondycyjnego, wyjazdy w góry, ścianka. Mimo, że te treningi są dosyć wymagające, to podoba mi się, że jednak człowiek się nie zanudzi i nie ma tej monotonności.

400 pięter w 2,5 h z plecakiem 15kg. To jeden z treningów Zoi, które realizowała w ramach przygotowań do wyprawy.

Ile razy w tygodniu trenowałaś i czy zdarzały się jednostki naprawde ciężkie?

Trenowałam 6-7 razy w tygodniu, ale te treningi są dosyć zróżnicowane pod kątem intensywności. To nie jest codziennie 20 km do przebiegnięcia, czy 3 godziny na schodkach na siłowni. Zdarza się dzień kiedy oczywiście jest to trening dłuższy, bardziej wymagający. Powiedziałabym, że raz, dwa razy w tygodniu.

Inne są raczej dwugodzinne, godzinne w zależności od dobranej formy jak bieganie, czy właśnie siłownia. Plus raz w tygodniu dzień restowy, który i tak zaliczałam jako dzień treningowy, bo nie polega na tym że dzisiaj się nic nie robi. Dzień restowy to jest rozciąganie, mobility lub takie ćwiczenie na lepszą regenerację organizmu.

Jak wyglądały Twoje najdłuższe sesje treningowe na siłowni - czas trwania, intensywność, objętość?

Najdłuższy trening, to oczywiście jest zawsze wyjście w góry, ale pod kątem siłowni to były schody. Zazwyczaj średnio na tych schodach spędzałam koło 2 godzin, ale są też takie treningi po 3 albo 3,5 godziny.

Dodatkowo oczywiście obciążenie na plecach, które średnio wynosiło między 10 a 15 kg, plus kolejne 5 kg jako obciążenie na kostkach, żeby potem nie poczuć już takiej różnicy po założeniu butów wysokogórskich razem z rakami.

zoja skubis trening
Progresja treningów była zaplanowana pod tempo adaptacji Zoi i jej regenerację. Treningi trwające 2,5h odbywały się po kilku miesiącach wcześniejszych przygotowań.

Ty też, tak jak Zoja, możesz zdobywać wymarzone szczyty

A co z treningami w terenie? Jakie dystanse i przewyższenia realizowałaś? Czy wykonywałaś marsze w górach również z plecakiem, by zasymulować realne obciążenia z wyprawy?

Pod kątem treningów w terenie, treningów kondycyjnych, to było albo bieganie, albo wyjście w góry. Jeśli chodzi o bieganie, raczej nie celuję w dystans, a razem z Emilią skupiamy się na czasie trwania treningu. Zwykle to było około 10 km, tak strzelam.

Natomiast jeśli chodzi o wyjścia w góry, to owszem, to też są treningi z obciążeniem. To obciążenie się różni. Czasami to jest 5 kg, 10 kg lub 15 kg. Nawet jeśli Emilia napisze w arkuszu treningowym 15 kg, to ja biorę 18 kg, żeby być przygotowaną raczej lepiej niż gorzej.

Więc owszem, tutaj w grę też wchodzi dodatkowe obciążenie.

zoja skubis maraton antarktyda
W trakcie przygotowań do Mount Everest Zoja zrealizowała dodatkowe marzenie o maratonie na Antarktydzie.

Jak wspominasz treningi interwałowe?

Przyznam szczerze, że interwały mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Bardzo je lubię ze względu na to, że to jakoś urozmaica trening. Nie jest to tylko 3 godziny na schodach lub 2 godziny monotonnego biegania, jednak coś w międzyczasie się dzieje, jakoś dodatkowo zajmuje to głowę.

Można skupić się na dodatkowej aktywności, żeby odpowiednio przeplatać szybsze tempo, z wolniejszym. Także byłam zwolenniczką tych interwałów. Wiem, że dużo osób ich nie lubi, ale jak widzę je w arkuszu treningowym to raczej nie narzekam.

Jaki rodzaj treningu był dla Ciebie najbardziej przyjemny?

Powiedziałabym właśnie, że interwały albo jednak te wyjścia w góry, które są mimo wszystko najbardziej wymagające i czasochłonne, ale też najprzyjemniejsze. Zdecydowanie bardziej wolę spędzić 10 godzin w górach niż 3 godziny na schodach automatycznych na siłowni.

Natomiast zauważyłam, że w momencie, w którym mam wyznaczony cel i wiem, że ten trening jest po coś, a nie po to, żeby po prostu chodzić na siłownię i utrzymywać, dajmy na to sylwetkę, to wszystkie treningi były dla mnie przyjemne.

Najgorsze było bieganie, ale tylko w te dni, w których musiałam się zebrać do tego bardzo późno, przez studia, albo pracę, czy inne aktywności. Jednak po ciemku zawsze najmniej przyjemnie się biega, ale to też kwestia indywidualna.

zoja skubis trening narty
Dla urozmaicenia pojawiały się treningi w terenie, na nartach skiturowych. Taka forma treningu świetnie buduje kondycję w góry wysokie.

Czy podczas przygotowań miałaś momenty kryzysowe – przeciążenia, bóle mięśniowo-stawowe, urazy układu ruchu? Jak sobie z nimi radziłaś?

Wydaje mi się, że jakichś większych momentów kryzysowych nie było. Zauważyłam, że Emilia bardzo dobrze dbała o to, żeby tego organizmu nie przeciążyć i nie przemęczyć. Problem był tak naprawdę w zeszłym roku jeszcze przed wyprawą na Manaslu, kiedy na jednym z wyjść w góry, na prostej drodze, w bardzo głupi sposób skręciłam kostkę.

Momentami gdzieś czułam, że to się uaktywnia. Ale czy było to jakąś większą przeszkodą? Wydaje mi się, że nie. To raczej była kwestia kilku wyjść do fizjoterapeuty, oszczędzania się przez około dwa tygodnie i później to już wróciło do normy.

Czy zdarzyło Ci się odpuścić treningi i zrobić sobie dzień wolnego bez konsultacji z trenerką?

Odpuścić trening mi się zdarzyło, ale z późniejszą konsultacją z Emilią. Tak kłamać, że zrobiłam, a nie zrobiłam, to mi się co prawda nie zdarzyło, ale były takie dni, gdzie niekoniecznie z lenistwa, a po prostu z braku czasu nie miałam możliwości pójść go wykonać. Czasem ten trening był skrócony albo nie zrobiony porządnie na siłowni, tylko w domu tak, żeby chociaż trochę się poruszać.

"Zdecydowanie bardziej wolę spędzić 10 godzin w górach niż 3 godziny na schodach automatycznych na siłowni.” Takie treningi nasza trenerka Emilia starała się wplatać regularnie.

Czy były momenty, podczas przygotowań kiedy wątpiłaś w swoje możliwości?

Tak stricte wątpić wydaje mi się, że nie. Natomiast jestem osobą, która nawet jeśli usłyszy od trenera, że jest super przygotowana, że da radę i jako podopieczna zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby się odpowiednio przygotować na wyprawę, to i tak podchodzę do tego z odpowiednim dystansem. Nie jadę na wyprawę z przeświadczeniem, że będzie łatwo, bo wiem, że raczej nie będzie.

Natomiast w trakcie przygotowań nie było takich momentów. Starałam się tak myśleć, że jeszcze nie jestem w pełni przygotowana, żeby nawet w takie bardziej leniwe dni na ten trening się zwlec, żeby mieć dodatkową motywację.

Co pozwoliło Ci utrzymać wysoką motywację do treningu?

Wydaje mi się, że z tą motywacją jest tak, że ludzie myślą, że aby pójść na trening, to zawsze trzeba być zmotywowanym. W momencie, w którym te przygotowania pod wyprawę trwają rok, to nie mam możliwości być zmotywowanym ciągle przez 12 miesięcy.

Więc odpowiadając na to pytanie, tej motywacji nie było cały czas. Nawet się cieszę, że nie szłam na każdy trening z jakimś super nastawieniem, bo mimo wszystko w górach nie zawsze nam się chce, a i tak trzeba wyjść do góry, spakować się i po prostu iść. Więc to dodatkowo przygotowuje głowę, że nie zawsze się chce i nie zawsze jest przyjemnie.

Trzeba być gotowym na to, że nawet kiedy bardzo się nie chce wyjść z namiotu albo łóżka, to po prostu trzeba będzie spakować manatki i iść.

Masz problemy z motywacją, ciężko Ci realizować wyznaczone cele?

zoja skubis trening gory
Podczas wszystkich górskich wyjść celem było wykonanie długiego treningu tlenowego. Efekt był taki, że zawsze realizowane było ponad 1000 m przewyższenia.

Przejdźmy teraz do samego wejścia. Czy czułaś, że na którymś etapie zaczyna Ci brakować sił – czy pojawiły się momenty, kiedy nogi zaczynały odmawiać współpracy?

Na pewno nie było jakiegoś takiego momentu, że czułam, że nie daję rady i muszę zawracać. Natomiast pamiętam, że o dziwo nie w trakcie ataku szczytowego i nie w trakcie rotacji, a w trakcie takiego wyjścia aklimatyzacyjnego do połowy campu pierwszego na wysokość około 5700, chyba nawet nie 5800, wyszliśmy do góry, wróciliśmy z powrotem do base campu i ja byłam bardzo zmęczona. I aż się zdziwiłam. Nie wiem, czy to była kwestia braku aklimatyzacji, czy jakiegoś gorszego samopoczucia.

Ale to był dzień, kiedy najbardziej się zmęczyłam. Natomiast w trakcie ataku szczytowego, kiedy trzeba było przejść dystans bezpośrednio z base campu do obozu drugiego, ten dystans udało się pokonać nawet z nadwyżką sił.

Wydaje mi się, że była to kwestia przystosowania do wysokości na początku. W innych momentach szczerze mówiąc wszystko było okej. W trakcie ataku szczytowego też czułam, że wszystko gra, także jak miałabym już wymienić jakiś moment to chyba ten z samego początku wyprawy.

zoja skubis atak szczytowy everest
Końcowa część ataku szczytowego. Za kilka minut Zoja stanie na szczycie Mount Everest.

Jak funkcjonował Twój organizm oddechowo w strefie śmierci – czy czułaś duszność, miałaś problemy z równowagą tlenową?

Troszkę nie wiedziałam czego spodziewać się po tej wysokości, bo byłam wcześniej na innym ośmiotysięczniku, ale Manaslu ma niecałe 8200, a Everest prawie 8900. Więc ta różnica wydawałoby się, że niewielka, a tak naprawdę ona jest ogromna. I byłam przygotowana na to, że może być mi trochę ciężko się przystosować.

Kwestia tlenu zmienia wszystko diametralnie. Przy podejściu, czy już w trakcie samego ataku z C4 na szczyt, ale też na zejściu, problemów z oddychaniem czy z tą wysokością nie miałam. Ale pamiętam momenty w trakcie zmieniania butli z tlenem. Jednak ta różnica tlen a powietrze, które się tam znajduje, jest ogromna.

Kiedy zmieniało się tlen przy podejściu na sam szczyt i trafiło się parę minut siedzenia bez ruchu, z możliwością oddychania naturalnym powietrzem na tej wysokości, tę różnicę czułam od razu.

Czy miałaś momenty podczas wyprawy, podczas których myślałaś, że nie dasz rady wejść na szczyt w związku ze zmęczeniem?

W związku ze zmęczeniem nie było ani jednego takiego momentu. Myślę, że jedyna sytuacja, w której zastanawiałam się, czy nie schodzić, to był moment podejścia na wysokości około 8400, kiedy na górze było bardzo dużo ludzi. Stałam w miejscu przez około 30-40 minut w bezruchu. W miejscu, gdzie ani nie można przycupnąć, ani nie można ściągnąć plecaka. Stoi się i po prostu marznie.

Wtedy zastanawiałam się, czy zawrócić i wyjść w górę kolejnego dnia, kiedy być może będzie mniej ludzi. Jednak w momencie, w którym zastanawiałam się nad tą opcją, to wszystko ruszyło i później już było zdecydowanie lepiej. Natomiast takich samych momentów kryzysowych przez zmęczenie myślę, że nie było.

zoja skubis szczyt mount everest
W tle szczyt Mount Everest. Ostatnie metry przed szczytem.

Mieliśmy informację, że Twoja saturacja spadła do 60%. Czy to był realny wynik, czy może pomiar w ekstremalnych warunkach był zaburzony? Jak się czułaś fizycznie i psychicznie, widząc taki wynik?

Tak, był moment kiedy ta saturacja wynosiła około 60-65%, natomiast to był wynik od razu po dotarciu do base campu i on się utrzymywał przez chyba tydzień, mimo że ja czułam się świetnie. Nie miałam nudności, wymiotów, żadnych innych objawów, bólu głowy, a apetyt miałam świetny, spałam świetnie. Rano wstawałam i mierzyłam tę saturację, żeby sprawdzić czy po prostu się zgadza i faktycznie przez prawie tydzień pokazywała 60%.

Nauczyłam się trochę dystansować do tego pulsoksymetru, bo wiem, że to urządzenie czasami pokaże 60% i to przez bity tydzień, mimo że człowiek czuje się świetnie. Dlatego raczej skupiam się na tym, jak realnie się czuję, a nie na tym, co widzę na urządzeniu.

W sytuacji, w której czuję się świetnie, nie mam jakichkolwiek objawów choroby wysokościowej, a urządzenie pokazuje 60%, no to jednak staram się tym nie przejmować.

Czy kontaktowałaś się w trakcie wyprawy ze swoją trenerką?

Tak, z Emilią byłam cały czas w kontakcie. Nawet z góry wysyłałam jej wiadomości. Chociaż pamiętam, że był ten kontakt utrudniony, bo Emilia nie mogła odpowiadać na nie ze swojego telefonu. Kiedy tylko była możliwość, wysyłałam jej sprawozdania, nawet z base campu, czy przed wyjściem na rotację lub po powrocie.

Wydaje mi się, że nie ma dużej ilości osób, która wie, jak ciężko się trenowało, która wie, jak nas tam wesprzeć po drodze, co powiedzieć, jak powiedzieć. Także owszem, z Emilią byłam cały czas w kontakcie. Mimo, że jeszcze przed wyprawą nigdy nie miałyśmy okazji się poznać na żywo, to te przygotowania i wspólne trenowanie od ponad dwóch lat bardzo nas zbliżyło.

I nie mam chyba drugiej takiej osoby, która wie co mi powiedzieć, co mi doradzić, w jaki sposób coś mi przekazać, co daje mi aż takiego kopa. Także jeszcze raz odpowiadając na pytanie, kontaktowałam się owszem i to stale, nie tylko raz.

Co uważasz za najtrudniejsze pod kątem fizycznym podczas zdobywania Everestu?

Najtrudniejszy chyba mimo wszystko nie był sam wysiłek, a raczej takie nastawienie psychiczne, nad którym chyba najciężej jest pracować. Nie miałam jakiegoś takiego momentu, żeby panikować, czy łapać jakieś ataki paniki, bo wiem, że to też dotyka różnych osób.

Nigdy nie czułam czegoś takiego w górach i to uczucie na Evereście było bardzo specyficzne, bo z jednej strony człowiek wie, że ma przed sobą jeszcze cały dzień drogi w górę, chociażby z C4 na szczyt, ale głowa równocześnie wie, że nie znajduje się w bezpiecznym miejscu.

Pierwszym takim instynktem jest to, żeby się ewakuować, żeby schodzić na dół. Natomiast trzeba to trzymać trochę w ryzach i pamiętać o tym, że trzeba jeszcze iść w górę. Czy to było bardzo problematyczne? Powiedziałabym, że nie, jest to coś coś, co było na pewno.

I chyba od tej strony psychicznej najciężej jest się przygotować. Więc jeżeli ktoś tutaj planuje wyprawę czy na Everest, czy w jakieś inne góry wysokie, to wydaje mi się, że warto o tym pamiętać. To nie przeszkodzi w wyprawie, ale warto nie pozwolić żeby takie uczucie wzięło człowieka jednak z zaskoczenia.

widok z mount everest
Widok ze szczytu Mount Everest. Po prawie sześciu tygodniach wyprawy wymarzony wierzchołek.

Co polecasz osobom, które dopiero myślą o zdobyciu swojej pierwszej wysokiej góry? Jakaś rada?

Myślę, że przede wszystkim trzeba dobierać sobie odpowiednio cele i nawet jeżeli mamy cel np. wejść na Everest, to nie jest tak, że w przyszłym roku pakujemy się i jedziemy na Everest. Te szczyty po drodze trzeba sobie kolekcjonować, zdobywać stopniowo. Ja też nie od razu się zapisałam na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą na szczyt Everestu, tylko jednak trochę tych gór wcześniej było.

Więc to bym dała na pewno na pierwszym miejscu. Natomiast druga sprawa jest też taka, że warto w tych górach szukać spokoju. Chociaż to jest oczywiście bardzo indywidualna kwestia, ale zauważyłam, że ona gra dużą rolę już podczas wyprawy. Warto sobie szukać gór, na których znajdzie się trochę spokoju. W sumie o tym się nie mówi, ale uważam, że warto jeździć w góry, żeby ta głowa odpoczęła, żeby poczuć, że jest się w miejscu, w którym zazwyczaj się nie bywa, trochę zaznać takiego spokoju, którego nie ma nigdzie indziej.

Wyprawa w Himalaje to jest super rzecz, ale powiedziałabym, że nie ma tu tego spokoju albo po prostu ciężko go znaleźć. Warto zaznać i jednego i drugiego. Fajnie jest pojechać w Himalaje, ale jeśli miałabym dać jakąś radę, to przede wszystkim kierować się spokojem w górach, a nie jakąś adrenaliną, bo po prostu wiem, że to potrafi być bardzo zgubne.

Dzięki wielkie Zoja za podzielenie się swoją historią i doświadczeniami. Trzymamy kciuki za kolejne górskie projekty!

Chcesz zacząć swoją przygodę z górami, ale nie wiesz jak się za to zabrać?

Wejdź na nasz newsletter i odbierz darmowy ebook

Podstawy Twojego Treningu w Góry