Barbara Michalik - Od Tatr po Mont Blanc i Kazbek
„Kurde, kusi ten Mont Blanc!”
Cała przygoda z Formą Na Szczyt zaczęła się dwa lata temu, kiedy padł pomysł wejścia na Mont Blanc (4806 m). Chodziłam wcześniej po górach, ale Tatry a Alpy to zupełnie inny kaliber. Ale kurde, kusi! I pyk, może by wypróbować tę „Formę”, skoro forma, to niechaj pokażą, czy rzeczywiście będzie forma na szczyt.
Początki nie były proste. Motywacja była, jednak ehh, weź się rusz na siłownię. Początki na schodach były okrutne – typo obok popiernicza sobie na spokojnie w pierwszej/drugiej strefie, a ja na najniższych obrotach wywalam poza trzecią. Ale dobra, trzeba ćwiczyć. I tak po miesiącu tętno się zmienia, teraz już się mieszczę w trzeciej strefie, po dwóch miesiącach siłka weszła w nawyk.
Raki, szczeliny no i widoki
I tak, krok za krokiem, stopień za stopniem, i pyk – nagle już pakujesz plecak na wyprawę. Dzień później patrzysz na piękne góry, a kolejnego jesteś już tam wysoko. Najpierw aklimatyzacja. W rakach chodziłam, ale szczeliny robiły wrażenie i budziły respekt. Przeskakiwanie nad nimi na początku było bardzo stresujące, ale do zrobienia.
11 września 2024 udało się zdobyć szczyt. Blanc obdarował dobrym warunkiem, co prawda wiało i było lodowato, ale ahh… widoki pierwsza klasa! No i potem powrót… i tak bez celu jakoś? Nie no, trzeba mieć coś w planach.
Marzy Ci się pierwszy 4-tysięcznik, ale boisz się o formę? Zbudujmy ją razem!
Kazbek pokazuje pazurki
I tak zaczęły się kolejne przygotowania – skoro 4k się udało, to czas na 5k. No to Kazbek (5064 m). Tym razem z większym doświadczeniem, super współpracą z Klaudią Sommer, która motywowała również swoimi wyjazdami, bo jednak super, jak się widzi, że trener wie, pod co przygotowuje, i poza treningami przekazała mi sporo wskazówek – co wziąć i czego się spodziewać.
O dziwo, Kazbek pokazał pazurki. Do Plato była bajeczka, nawet pamiętam myśl: „eh, ten Kazbek to pestka przy Blancu, nie ma kuluaru, cieplej, elegancko się idzie. Spacerek.” I wtedy przyszła wysokość. Nie ból głowy, lecz ramion, taki, że kijki włóczyłam za sobą. Każdy krok to była wewnętrzna walka, żeby przełamać swój dyskomfort. Nie śpimy, zwiedzamy. I tak, krok za krokiem, i w końcu szczyt! Tym razem piękna widoczność, nie zdążyliśmy na wschód, ale i tak, ah! Było warto! Bez dwóch zdań.
Zejście z przygodami
Zejście z przygodami. Ktoś niestety poleciał, więc zboczyliśmy ze szlaku, żeby pomóc. Na szczęście zeszło również kilku innych przewodników, toteż od razu rozpoczęło się poszukiwanie zasięgu. Po kilku godzinach, przemarznięci po długim postoju na lodowcu, z kilkoma innymi zespołami połączyliśmy się w dwie duże grupy i zeszliśmy do Meteo, kiedy reszta przewodników została przy tym człowieku ze złamaną kostką.
Całe szczęście reakcje zespołów były szybkie, z tego co się orientuję, poszkodowany wędrownik górski trafił do Bezpiecznego Kazbeku. Emocjonująca wyprawa! Ale naprawdę warta treningów! Dziękuję Klaudio za poświęcony czas na układanie treningów! No i potwierdziło się: „forma na szczyt” daje szczyt, tylko niech warun dopisze.
Kto odpowiadał za przygotowanie Barbary?
Absolwentka wrocławskiego AWF-u, od 2018 roku pracuje jako trener personalny. Na co dzień pomaga rozwijać siłę i kondycję fizyczną zarówno u osób początkujących jak i kontynuujących swoją przygodę z aktywnością. Sama jest wielką miłośniczką gór, a na swoim koncie ma już między innymi szczyty cztero i pięciotysięczne.
Wspina się w górach oraz w skałach. Jest również instruktorką narciarstwa także żadna górska aktywność nie jest jej obca. Co ważne, interesuje się sportami górskimi od strony naukowej. Przeprowadziła badania naukowe z udziałem wspinaczy. Stale poszerza swoją wiedzę na temat wpływu wysokości na organizm człowieka.